Zamek w Niedzicy, istniejący już od XIV wieku, położony na terenie polskiego Spiszu, to miejsce znane i często odwiedzane przez turystów. Góry, Jezioro Czorsztyńskie, Niedzica, pobliskie ruiny zamku w Czorsztynie – jednym słowem urokliwa okolica. Jednak sama niedzicka warownia skrywa w sobie wiele tajemnic, a na jej temat krąży Natomiast w zimie 1945 roku został zbombardowany przez wojska radzieckie. Architektura zamku w Nidzicy jest wyjątkowa. Cała warownia została zbudowana z cegły na wysokiej podmurówce. Na poddaszu widać krużganki obronne, a elewacja pokryta jest ciemną cegłą. Uwagę zwracają duże ostrołukowe gotyckie okna oraz freski z XIV i XV Legenda zamku. Z zamkiem w Janowcu wiąże się legenda o Czarnej Damie, ukazującej się podczas pełni księżyca. Ma to być duch Heleny Lubomirskiej, która za życia zakochała się w ubogim rybaku. Brak zgodzy rodziców na mezalians i jej nieposłuszeństwo sprawiły, że trafiła do zamkowej wieży. 6. Zamek Dunajec w Niedzicy. To nasz ulubiony małopolski zamek! Nie Wawel, nie Nowy Wiśnicz, czy Tenczynek, ale właśnie cudnie położona twierdza w Niedzicy. W zestawieniu najpiękniejszych zamków z pewnością plasuje się w ścisłej czołówce. Dziś, ta średniowieczna twierdza wznosi się na prawym brzegu Jeziora Czorsztyńskiego. Na zamku istnieje możliwość wynajęcia pokoju i pozostania na noc. Zamek w Niedzicy był planem filmowym dla wielu produkcji takich jak Zemsta, Janosik czy Wakacje z Duchami. Warto odwiedzić? Piękna okolica, w której leży zamek zasługuje na wizytę, a i opisywana budowla idealnie do niej pasuje! Po drodze do zamku można już również zwiedzić fragment wyremontowanych miejskich murów obronnych. 2021 r. - przy zamku oddano do użytku ścieżkę widokową wzdłuż murów miejskich. 2022 r. - wykonano kładkę pieszo-rowerową łączącą zamek z zaporą. Ruiny murów obronnych zamku Dobczyce, przy których dzieci pasą kozę. Wozownia. W niedalekim sąsiedztwie zamku w Niedzicy znajduje się wozownia. Jest to często spotykany przy zamkach budynek – w nim przechowywano karety i powozy konne należące do osób zamieszkujących zamek. W wozowni w Niedzicy można obejrzeć wystawę starych powozów, pochodzących z lat 1900-1939. W wozowni w Niedzicy, otwartej dla Na pewno Zamek w Niedzicy jest okazalszych , ale też jest wart zobaczenia . Kawał polskiej historii zachowany w ruinach zamku Czorsztyn, położonego w malowniczej okolicy. Ruiny są częściowo utrwalone i oddane do zwiedzania razem z istniejąca basztą. Do niedalekiego zamku w Niedzicy można dotrzeć statkiem pasażerskim – rejsy co 20 W tzw. Izbach Pańskich na zamku górnym zobaczyć można: salę myśliwską, izbę żupną i izbę straży. Po drugiej stronie Dunajca na lewym brzegu jeziora Czorsztyńskiego znajdują się ruiny zamku w Czorsztynie. Zwiedzanie zamku w Niedzicy- zamek otwarty dla zwiedzających: od 01.05 do 30.09 codziennie w godzinach 9:00 - 19:00 (ostatnie W tzw. Izbach Pańskich na zamku górnym zobaczyć można: salę myśliwską, izbę żupną i izbę straży. Po przeciwległej stronie Dunajca nad skarpą jeziora wznoszą się ruiny zamku w Czorsztynie. Zbiornik Czorsztyński. Widoczny zamek w Niedzicy (po lewej stronie), po prawej zamek w Czorsztynie. Legendy dWijPSV. Zamek dawniej zwany "Dunajec" wznosi się nad jeziorem Czorsztyńskim u podnóża Pienin. W dali widać szczyty Tatr. Świetnie zachowana imponująca kamienna budowla to jedna z największych atrakcji turystycznych Małopolski. Irena Szydlak pracuje tu jako przewodnik muzealny. Często odpowiada na pytania turystów o tajemnicę inkaskiego skarbu, ukrytego podobno na zamku. O klątwę ciążącą ponoć nad tymi, którzy skarbu będą szukać. O tajemnicze i tragiczne wypadki, którym ulegali ci, co skuszeni legendą szukali skarbu, lub nawet byli tylko świadkami poszukiwań. Pani Irena niezbyt chętnie odpowiada turystom na pytania, a to z jednego powodu: aby rzetelnie przytoczyć historię, fakty i teorie na temat obecności Inków na zamku w Niedzicy, potrzeba wielu godzin. Podczas oprowadzania turystów nie ma takiej możliwości. A przewodniczka nie chce tej historii spłycać, czy skracać. Jest z nią bowiem osobiście związana… Niedzica - Irena Szydlak na zamkowym dziedzińcu. Historię Inków na zamku zna z opowieści świadka - swojego ojca Franciszka Szydlaka Historia Inków na zamku w Niedzicy bierze swój początek w XVIII wieku. Wtedy to Sebastian Berzeviczy - potomek właścicieli niedzickiego zamku - wyruszył w świat. Przeżywał wiele dramatycznych przygód - jak podają niektóre źródła, przebywał wśród Kozaków, walczył w Indiach z angielskimi kolonizatorami po stronie powstańców, uprawiał korsarstwo, w końcu zapłynął do Ameryki Południowej. Ożenił się tam z Indianką szlacheckiego rodu. Mieli córkę Uminę. W roku 1781 w Peru wybuchło powstanie Indian pod wodzą Tupaca Amaru przeciwko Hiszpanom. Córka Sebastiana Umina poślubiła w tym czasie Andreasa - syna wodza powstańców Tupaca Amaru. Powstanie upadło, a Tupac Amaru i jego bliscy oraz poddani zginęli z rąk Hiszpanów. Krwawe egzekucje miały wyjątkowo brutalny przebieg. Mąż Uminy Andreas po śmierci ojca został zatem pretendentem do tronu Inków. Prześladowany przez Hiszpanów uciekł z Uminą i synkiem do Włoch. Tam został zamordowany przez depczących mu po piętach prześladowców. "Trop w trop za uciekinierami podąża oddział dobrze wyszkolonych komandosów. Inkaska grupa została dobrze prześwietlona. Dzięki uzyskanym wiadomościom ci, którzy kierują operacją, dowiadują się, że znajdująca się wśród uchodźców z Peru kobieta z niemowlęciem, to żona zasztyletowanego przewodnika grupy - bratanka Tupaca Amaru. Teraz ona i jej synek zajmują pierwsze miejsce na liście do likwidacji" - pisze Aleksander Rowiński - dziennikarz i badacz, który 30 lat życia poświęcił na zgłębianie tej historii. Owocem jest wiele publikacji, w tym książka "Przeklęte łzy słońca", poświęcona tematowi Inków w Polsce. Sebastian Berzeviczy chcąc chronić życie córki Uminy i wnuka Antonia ukrył ich na zamku w Niedzicy. Niestety tutaj Umina miała zostać zasztyletowana przez podążających ich śladem Hiszpanów. Według wiedzy Rowińskiego, ocalały synek Antonio to jeden z dwóch pozostałych przy życiu potomków królewskiej dynastii Inków Tupac Amaru. "Juan Bautista (jeden z żyjących członków rodziny królewskiej - przyp. red.) ma lat sześćdziesiąt i żyje na hiszpańskiej uwięzi, Antonio ma niespełna 2 lata i wpisany zostaje, jako ostatni, na hiszpańską listę «znienawidzonej rodziny» do zlikwidowania" (Przeklęte łzy słońca, Aleksander Rowiński). Sebastian wraz z radą emisariuszy Inków miał spisać akt adopcji małego Antonia, by wywieźć dziecko z niedzickiego zamku, ukryć je i w ten sposób uratować mu życie. Małego Inkę adoptowała rodzina Beneszów z Moraw… Zaś złoto Inków - owe łzy słońca - ukryto ponoć w jeziorze Titicaca, a ich część w zatoce Vigo u wybrzeży Hiszpanii. Oraz - jak głosi legenda - na zamku w Niedzicy lub w jego pobliżu nad rzeką Dunajec. Lipiec 1946 roku. Na dziedziniec niedzickiego zamku zajeżdża samochód. Wysiada z niego wysoki postawny mężczyzna. W asyście milicji, straży granicznej i sołtysa Pukańskiego (obecnie już nieżyjącego) rozbito stopień zamkowych schodów i wykopano spod niego ołowianą tubę. Z wewnątrz wydobyto naręcze rzemieni powiązanych w węzełki. Było to kipu - inkaskie pismo węzełkowe. Na trzech złotych blaszkach splecionych z rzemieniami widniały napisy: "Vigo", "Titicaca", "Dunajecz". Mężczyzna przedstawia się jako Andrzej Benesz, potomek Tupaca Amaru adoptowanego przez rodzinę Beneszów. Co do tożsamości mężczyzny nikt nie ma wątpliwości - Andrzej Benesz jest znanym powojennym działaczem politycznym Stronnictwa Demokratycznego. Wskazówki dotyczące miejsca, w którym ukryte było kipu, były ponoć zapisane w jego akcie adopcyjnym spisanym przez Sebastiana i radę emisariuszy Inków. Andrzej Benesz miał odnaleźć dokument w Krakowie, w kościele pw. Świętego Krzyża. Fotografie z wydobycia kipu można oglądać w książce Aleksandra Rowińskiego "Przeklęte łzy słońca". Irena Szydlak tamto zdarzenie zna z opowieści świadka - swojego ojca. Franciszek Szydlak od lat niemal dziecięcych związany był z niedzickim zamkiem, gdzie pracował. Jako kustosz zamku uczestniczył w wydobywaniu ołowianej tuby z kipu. Foto: Onet Niedzica - Irena Szydlak wskazuje miejsce, z którego w 1946 roku wydobyto tubę z kipu - Andrzej Benesz powiedział, że będzie próbował odszyfrować pismo, że zawiezie je do Ameryki Południowej. Nikt więcej pisma nie widział. Później ojciec widział się jeszcze z Andrzejem Beneszem. Ten prosił go, by nie opowiadać o tej historii, by nie nagłaśniać jej, bo rodzina jego ma dosyć już zainteresowania wokół tego tematu - opowiada pani Irena. Gdzie kończy się historia, a zaczyna legenda? Pani Irena nie ma wątpliwości, że mówimy o faktach, nie o legendzie. Niestety, kipu zaginęło. Podczas wydobycia tuby z pismem węzełkowym spisano protokół. Przechowywany był na posterunku milicji w Niedzicy. - Podczas pożaru spłonął - mówi pani Irena. W 1976 roku Andrzej Benesz, wówczas wicemarszałek sejmu, zginął tragicznie w wypadku samochodowym. Wątki rwą się, historia nie ma dalszego ciągu. Aleksander Rowiński podczas wielu lat reporterskiej pracy nad rozwiązaniem zagadki dotarł do świadków i wielu dokumentów. Rzetelnie spisany stań badań nie wystarczył pisarzowi. Dlatego rozpoczął współpracę z Fundacją Instytut Badań Komplementarnych - Tajemnice Wieków, która w ramach realizacji projektu "Inkowie w Polsce" zwróciła się z prośbą o pomoc w rozwiązaniu do… medium. - Jeszcze przed pierwszym wyjazdem do Niedzicy, który miał miejsce wczesną wiosną 2006 roku, medium po długich przygotowaniach udało się nawiązać kontakt z zachowaną energią księżniczki Uminy - czytamy w opisie projektu zawartym na oficjalnej stronie Fundacji Instytut Badań Komplementarnych - Tajemnice Wieków ( Foto: Thinkstock Niedzica - dziedziniec zamkowy - Dla osób, które nigdy nie miały okazji obserwować medium przy pracy brzmi to niewiarygodnie, ale faktem jest, że uzyskane informacje, pozwoliły nam ustalić chronologiczny przebieg wydarzeń i zrekonstruować całą okrutną historię księżniczki, w której uczestniczyła jej rodzina (...) Jak opowiada pani Irena Szydlak, w latach 90. Franciszka Szydlaka na zamku odwiedził Krzysztof Benesz, syn tragicznie zmarłego Andrzeja Benesza. - Chciał rozmawiać z ojcem. Za zgodą dyrekcji udostępnione im zostały na rozmowę komnaty zamkowe. Rozmawiali chyba ze dwie godziny. Potem zapytałam tatę, o czym rozmawiali. Nie chciał mówić, uciekał od tematu. W końcu powiedział: "wiesz, chyba zamknąłem w sobie tę historię". - Rozmawiali o zamku, o całej tej historii, i o skarbie. Pan Krzysztof zapytał tatę, czy jego zdaniem może on być ukryty na zamku. Ale przecież to niemożliwe - zamek tyle razy był rozkopywany, prowadzone były tu badania archeologiczne. Na pytanie pana Krzysztofa ojciec odpowiedział: jeśli nie tu - to tam. "Gdzie?" - zapytał pan Krzysztof. "Będzie się moczyć w jeziorze" - odpowiedział mój ojciec. A były to lata, gdy kończono pracę nad budową zapory nad Dunajcu - opowiada Irena Szydlak. Tama zaczęła spiętrzać wody Dunajca właśnie w tym czasie. Dolina Dunajca została zalana i zapora zaczęła działać w 1997 roku. Obecnie pan Franciszek - świadek tamtych wydarzeń - ma 88 lat. To, co widział, opowiedział córce. Ile w historii Inków na niedzickim zamku jest prawdy, ile legendy? Czy zamek Dunajec był świadkiem dawnych dramatycznych wydarzeń, w których brali udział Inkowie? Wyobraźnię łatwo rozpalić, trudniej zebrać fakty. Jednak te, które są znane, jeszcze bardziej wyobraźnię pobudzają… Materiały prasoweHalloween świętuje się w wielu krajach na świecie w wieczór 31 października. Głównym symbolem Halloween jest wydrążona i podświetlona od środka dynia z wyszczerbionymi zębami. Inne popularne motywy to duchy, czarownice, demony, wampiry, zombie czy trupie się wzięło Halloween?Paznokcie na Halloween nie muszą być upiorne. Mogą być eleganckie i dyskretne Ozdoby i dekoracje DIY na Halloween. Jak zrobić samodzielnie?Materiały prasowe1/10 Zamek w OgrodzieńcuSpektakularne położenie na szczycie najwyższego wzniesienia Jury Krakowsko-Częstochowskiej, potężne mury o łącznej długości ponad 400 m, strzeliste baszty wznoszące się wysoko nad zieloną okolicę, wapienne skały o fantazyjnych kształtach wkomponowane w zamkowy system obronny, a do tego ponura legenda o krwawym kasztelanie Warszyckim, który ponoć po dziś dzień strzeże swych włości (i ukrytych tam skarbów) pod postacią piekielnego czarnego psa. Oto najsłynniejsze nawiedzone ruiny w naszym kraju w całej okazałości. Okoliczni mieszkańcy zdecydowanie odradzają wizyty w pobliżu zamku w księżycowe noce. Utrzymują też, że nawet największe psy uciekają stamtąd z podwiniętymi ogonami, a konie za nic w świecie nie chcą przekroczyć zamkowej bramy, mimo iż trawa na dziedzińcu potrafi być naprawdę soczysta. Ale trudno się dziwić, skoro spotkanie ze Stanisławem Warszyckim, który władał Ogrodzieńcem w XVII wieku już za jego życia nie należało do przyjemności. Według historycznych przekazów kasztelan uwielbiał torturować swoich poddanych i zawsze sam osobiście stawiał się na miejscu kaźni, czerpiąc ogromną przyjemność z napawania się ludzkim cierpieniem. Nie oszczędzał nawet najbliższych. Jedną za swych żon kazał wychłostać na oczach tłumu, a drugą zamurował żywcem w wieży, po czym całość wysadził w powietrze. Nie dał też córce ani grosza na posag, preferując ukrycie kosztowności gdzieś na terenie zamku. Wszystkie te zbrodnie i bezeceństwa doprowadziły w końcu do tego, że jeszcze za życia został porwany do piekła – a teraz nocami powraca jako wielki czarny pies z płonącymi oczami, który ciągnie za sobą stalowy łańcuch. Jeśli więc usłyszycie nocą jakieś dziwne pobrzękiwanie, lepiej od razu brać nogi za prasowe2/10 Las w WitkowicachPamiętacie głośny film „Blair Witch Project”, opowiadający o grupie młodych ludzi, którzy przepadli bez śladu w lesie, zostawiając po sobie tylko zagadkową taśmę wideo? W Polsce również mamy podobną historię – i podobne miejsce. To niewielki, ale wyjątkowo ponury las w podkrakowskich Witkowicach. Mieszkający w pobliżu ludzie opowiadają, że od wieków przyciągał samobójców, a liczba wisielców na kilometr kwadratowy zdecydowanie przewyższała średnią krajową. Prawdziwy horror wydarzył się tam jednak całkiem niedawno, bo w październiku 2001 r. Grupa dziewięciu studentów wybrała się wówczas do lasu na ognisko z okazji rozpoczęcia roku akademickiego. Gdy następnego dnia żaden z nich nie wrócił do domu, rozpoczęto poszukiwania, które jednak nie przyniosły jakichkolwiek rezultatów. Po imprezowiczach słuch zaginął i po dziś dzień nie wiadomo, co ich spotkało. Co więcej, miejscowa policja usiłowała zamieść sprawę pod dywan, bagatelizując całą sytuację. Mówi się, że znaleziono aparat fotograficzny jednej z ofiar, ale do końca nie wiadomo, co zawierał. Wiadomo zaś, że witkowicki las stał się miejscem prawdziwych pielgrzymek tropicieli tajemnic i badaczy zjawisk paranormalnych. Zdaniem tych ostatnich, przed wiekami mieściło się tu pogańskie miejsce kultu, w którym czczono jakieś nieznane, okrutne bóstwo. Komu nie brak odwagi, może poszukać prawdy na własną rękę…Materiały prasowe3/10 Zamek CzochaStudnia Niewiernych Żon, łoże małżeńskie z zapadnią w reprezentacyjnej sypialni, lochy z małym okienkiem wysoko na ścianie zamiast wejścia – i bez żadnego wyjścia. To zaledwie część makabrycznych atrakcji, które czekają na śmiałków w tym najbardziej fotogenicznym (a zdaniem wielu osób również najbardziej przerażającym) polskim zamku. Zamek Czocha w Górach Izerskich powstał w połowie XIII w. z rozkazu króla czeskiego Wacława I. Przez kolejne stulecia był świadkiem licznych oblężeń, krwawych porachunków oraz straszliwych zbrodni. Ich ofiary ponoć po dziś dzień snują się zamkowymi korytarzami, domagając się sprawiedliwości. Ze studni na dziedzińcu słychać lament, a kto będzie na tyle odważny, by tam zajrzeć, może ujrzeć upiorne oblicze pięknej kobiety. Według miejscowych legend aż trzy nieposłuszne niewiasty zakończyły tu żywot z ręki zdradzanych mężów. Najsłynniejsza z nich jest bez wątpienia Ulrike von Nostitz, która podczas nieobecności małżonka zaszła w ciążę z innym. Nie tylko skończyła marnie na dnie studni, ale też jej nowo narodzone dziecko zostało zamurowane w kominku – turyści zwiedzający zamek wielokrotnie przyznawali, że słyszeli dochodzący stamtąd płacz niemowlęcia. Jednak zamek nie był przyjaznym miejscem nie tylko dla nieposłusznych żon, ale również dla kochanek. Nikt nie wie, ile młodych nałożnic wpadło do lochów przez zapadnię w łóżku, by nie wydać niewiernych dżentelmenów. Tajemnicze kobiece zjawy w komnatach nie powinny więc nikogo dziwić. A to wciąż nie wszystko – gdy w 1719 r. przez most nad fosą przechodził kondukt żałobny, drewniana konstrukcja załamała się, zabijając kilkadziesiąt osób. Ich ubrane na czarno duchy to zwykle ostatnia rzecz, jaką widzą przerażeni śmiałkowie, opuszczając w pośpiechu upiorną Rzuwig - Praca własna, CC BY Szpital psychiatryczny w OwińskachFani horrorów zgodnie przyznają, że zarówno szpitale psychiatryczne, jak i klasztory to prawdziwe wylęgarnie nieczystych sił. Opuszczony kompleks w Owińskach 15 km od Poznania w przeszłości był jednym i drugim. Najpierw rezydowali tu cystersi, zaś w 1838 r. otwarto pierwszą w Wielkopolsce klinikę dla osób cierpiących na choroby psychiczne. I pewnie nie byłoby w tym nic szczególnie wartego uwagi, gdyby nie tragiczne wydarzenia z czasów II wojny światowej, gdy hitlerowcy zajęli placówkę i wymordowali wszystkich znajdujących się tu pacjentów, łącznie z dziećmi – w sumie ponad 1100 osób. Od tamtego czasu miejsce uznawane jest za przeklęte, a od 1993 r., gdy ostatecznie zamknięto urządzony tu po wojnie młodzieżowy zakład wychowawczy, stoi puste, budząc grozę wśród okolicznych mieszkańców. Skarżą się oni na dobiegający z wnętrza płacz dzieci, błyskające w oknach dziwne światła oraz… nieustannie przepalające się żarówki w pobliskich domach. Podobno wszystkie te zjawiska nasilają się w listopadzie, w rocznicę makabrycznej egzekucji. Jednak nawet bez udziału gości z zaświatów budynek szpitala idealnie nadaje się na scenografię do filmu grozy, a opuszczone wnętrza potrafią napędzić stracha nawet prawdziwym Dakorps - Praca własna, CC BY-SA Zamek w RynieDuchy wcale nie muszą być wredne, podstępne i złośliwe. Biała Dama nawiedzająca XIV-wieczny mazurski zamek, w którym dziś mieści się luksusowy hotel, jest zjawą ze wszech miar przyjazną. Ponoć ukazuje się tylko mężczyznom, i to takim, którzy zagubili się gdzieś w zamkowych korytarzach. Uprzejmie wskazuje im drogę do wyjścia, prosząc przy okazji o odnalezienie jej dzieci, które też gdzieś się tu błąkają… Ryński duch to nikt inny jak księżna Anna, żona księcia litewskiego Witolda, który walczył pod Grunwaldem u boku Władysława Jagiełły – i zajmuje centralne miejsce na słynnym obrazie Jana Matejki. Otóż mało kto wspomina, że jeszcze tuż przed bitwą Witold planował zdradzić polskiego króla i przejść na stronę Krzyżaków. Przybył do Rynu właśnie po to, by dobić targu z zakonem. A na potwierdzenie swych intencji zostawił tu żonę i dzieci. Gdy w trakcie walk okazało się, że litewski władca pozostał jednak do końca wierny Jagielle, rozwścieczeni Krzyżacy w ramach odwetu nakazali Annę i dzieci zamurować żywcem w lochach. Podobno gdy archeolodzy prowadzili badania w najstarszej części zamku, natrafili na trzy tajemnicze wnęki. Czy poprowadziła ich tam ryńska Biała Dama we własnej osobie – nie prasowe6/10 Babia GóraPodobno powstała z kupy kamieni, którą pewna olbrzymka wysypała ongiś przed chałupą. Dlatego do dziś nazywa się Babią Górą. Ale są też tacy, co mówią na nią Diablak albo Kapryśnica. Bo nigdzie indziej w Polsce pogoda nie zmienia się równie szybko. A i diabelskich pułapek na nieostrożnych wędrowców nie brakuje. Na przestrzeni lat zanotowano tu wyjątkowo dużo nieszczęśliwych wypadków, a zdaniem co bardziej zabobonnych okolicznych mieszkańców w babiogórskich lasach mieszka „coś”, co wodzi na manowce nawet doświadczonych piechurów. Jedni mówią o skrzatach, inni o czarnym koniu rozpływającym się w powietrzu, ale może to po prostu mgła, która spowija ten najwyższy szczyt polskich Beskidów wyjątkowo często. Prasłowianie wierzyli, że to siedziba boga zła i wojny, znanego jako Czarnobóg. W późniejszych czasach pojawiły się natomiast legendy o sabatach czarownic i czarodziejskich orgiach na wierzchołku. To oczywiście tylko legendy. Jak jednak wyjaśnić, że w 1963 r. przy pięknej pogodzie i idealnej widoczności rozbił się tu helikopter? A sześć lat później w oddaloną o zaledwie parę kilometrów Policę uderzył samolot pasażerski lecący z Warszawy do Krakowa, który, nie wiedzieć czemu, zboczył z kursu? Pogoda znów była dobra, zaś technicznych usterek nie stwierdzono. Być może to tylko niefortunne zbiegi okoliczności, a Diablak tak naprawdę niczym nie różni się od okolicznych szczytów. Ale... kto prasowe7/10 Willa w GdańskuNiszczejąca perła gdańskiego neorenesansu, spektakularna, tajemnicza i nawiedzona – tak w kilku słowach określić można zrujnowaną willę przy ulicy Sobótki. Ponoć wzgórze, na którym stoi – w przeszłości osłonięte od świata i światła gąszczem tajemniczej fauny – szczególnie upodobały sobie czarownice. To tu, w scenerii grzęzawisk i labiryntu leśnych ścieżek, miały rzekomo odprawiać tajemne rytuały, a na jednym z kamieni górujących na szczycie wzgórza oddawać się demonom. Nie wiadomo na pewno, czym był kamień węgielny pod budowę budynku, jednak pewne jest, że żaden z jego właścicieli na dłużej nie zagrzał tu miejsca. Na początku ubiegłego stulecia (ok. 1925 roku) posiadłość nabył zarząd wolnomularzy Gdańska i Sopotu, by pod stylowymi kasetonami zdobionymi intarsją organizować regularne spotkania Loży Trzech Sal. Willę loży masońskiej przejął następnie gdański oddział TVP, by opuścić ją na początku XXI wieku. Choć za dnia wnętrza zrujnowanego obiektu świecą pustkami, ponoć nocą rozbłyskują feerią demonicznych barw i prasowe8/10 Zamek w NiedzicyCo może być bardziej przerażającego od starego zamczyska, które owiane jest mroczną historią? Zamczysko, w którym straszy! Nie raz zwiedzający słynny zamek w Niedzicy widzieli na dziedzińcu tajemniczą Białą Damę. Postać ta pojawia się ponoć zawsze po zmroku, w szumie wichru i biada temu, kto ją ujrzy. Według miejscowych legend to duch pół-Indianki Uminy, zamordowanej razem z mężem przy wejściu do kaplicy w Niedzicy. Po dziś dzień jej duch, ubrany w białe szaty, błąka się nocami po zamkowym dziedzińcu. A skąd się właściwie wzięła pół-Indianka w średniowiecznej warowni w Pieninach? Jak się okazuje, bratanek inkaskiego władcy, Tupaca Amaru II, i jedyny prawowity dziedzic andyjskiego imperium, ożenił się z córką węgierskiego arystokraty, którego rodzina była podówczas w posiadaniu niedzickiej twierdzy. Pod koniec XVIII w. potomkowie Tupaca, w tym właśnie Umina, postanowili przewieźć tu skarby peruwiańskich Inków – twierdza wyglądała bowiem na świetną kryjówkę przed hiszpańskimi prześladowcami. O skarbach słuch zaginął na długie lata – dopiero po drugiej wojnie światowej odnaleziono w zamku tajemniczy dokument zapisany starożytnym pismem węzełkowym ”kipu”, który miał wskazywać miejsce ukrycia prasowe9/10 Zamek w ŁańcucieBiałą Damę można też spotkać w łańcuckim zamku. Był on oczkiem w głowie Izabelli z Czartoryskich Lubomirskiej, żony wielkiego koronnego księcia Stanisława Lubomirskiego, która przekształciła zamek zbudowany 100 lat wcześniej, w 1642 roku, w zespół pałacowo-parkowy. Przez lata pałac świetnie prosperował, a księżna dokładała starań, aby jego wnętrza i cenne kolekcje olśniewały przybyłych doń gości. Izabella szczególnie upodobała sobie błękit, i dlatego już za życia nazywano ją Błękitną Markizą. Do dziś można ją spotkać, przechadzającą się w błękitnych sukniach po korytarzach lub odpoczywającą w apartamentach. Oprócz Błękitnej Markizy zwiedzający mogą się też natknąć na ducha jej córki – Białej Damy. Julia, mając 18 lat poślubiła Jana Potockiego. Jednak podczas częstych podróży męża, zakochała się bez pamięci w oficerze wojsk rosyjskich – Eustachym Sanguszce. Swemu ukochanemu potajemnie wysyłała miłosne listy. Legenda głosi, że po dziś dzień można ją spotkać na pierwszym piętrze, siedzącą przy zabytkowym biureczku i piszącą list do prasowe10/10 Kościół w Tumie koło ŁęczycyZabytkowa Archikolegiata Najświętszej Marii Panny i Św. Aleksego w Tumie – niewielkiej wsi koło Łęczycy – to z pewnością jeden z najlepiej zachowanych oraz najstarszych przykładów architektury romańskiej w całym kraju. Budowla wzniesiona w XII w. do dnia dzisiejszego zachwyca swoim monumentalnym widokiem, zaś masywna konstrukcja oraz strzeliste, narożne wieże dopełniają jej obronnego charakteru. Co istotne, pomimo burzliwej historii oraz bombardowań w okresie II wojny światowej zachowała swoje unikalne wnętrza w bardzo dobrym stanie, wynikające z przebudowy renesansowe freski oraz gotyckie elementy, jak ostrołukowe arkady. Kolegiata została udostępniona do zwiedzania dla wszystkich chętnych. Ale nie tylko oczywiste walory architektoniczne tego miejsca przyciągają tu mnóstwo turystów. Największą atrakcją są tajemnicze wgłębienia w ścianie wieży, których miał rzekomo dokonać diabeł, przeciwny budowie kościoła na swoim terenie. Legenda głosi, że niegdyś na terenie Łęczycy mieszkał diabeł Boruta, który cieszył się w okolicy złą sławą. Jednak i on uległ – poznał pewną pannę, w której zakochał się po uszy. Pewnego razu ukochana poprosiła go, aby naznosił kamieni pod budowę karczmy. Boruta trudził się i stękał, ale kamienie przywlókł na miejsce. Wbrew pierwotnym planom, zamiast karczmy postawiono kościół. Rozwścieczony diabeł próbował przewrócić budowlę – stąd też wgłębienia. Zdaniem mieszkańców do dziś w okolicach świątyni słychać tętent diabelskich utworzenia: 27 października 2021, 17:47Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie znajdziecie tutaj. Zamek w Niedzicy / Fot. wraz z zamkiem w Czorsztynie, górował nad całą doliną Dunajca. Stojący na wysokiej skale (566 m robił wielkie wrażenie. Odkąd dolinę zalano i powstało Jezioro Czorsztyńskie wrażenie robi nieco mniejsze, ale za to jakże piękne. To jeden z najbardziej magicznych i ciekawych zamków w Polsce, z którym związanych jest wiele legend, ale też historii, które brzmią jak legendy, choć wydarzyły się naprawdę. Zamek, zwany od wieków „Dunajec”, stoi tu już od XIII wieku. Wybudowali go węgierscy możnowładcy w odpowiedzi na położony po drugiej stronie Dunajca (wtedy polskie stronie) gród warowny Wronin, z którego powstał zamek w Czorsztynie. W polskich rękach był krótko i niezbyt szczęśliwie. W XVI przejął go ród Łaskich, ale zarówno Hieronim, jak i jego syn Olbracht znani byli z dość awanturniczego trybu życia i za ich trwających kilkadziesiąt lat rządów zamek 9 razy zdobywano siłą i stawiano w zastaw. Wreszcie przejął go ród Horvathów. W rękach Horvathów i potem Salamonów z krótkimi przerwami przetrwał do końca drugiej wojny światowej. Ale dość historii, ciekawsze są legendy związane z zamkiem. Najsłynniejsza to ta o bardzo zakochanej, ale kłótliwej parze: Bogusławie i Brunchildzie. W czasie jednej z kuchni Bogusław pchnął swą żonę tak nieszczęśliwie, ze wypadła z okna wieży zamkowej wprost do głębokiej na 90 metrów, wykutej w skale studni. Zrozpaczony Bogusław chodził od tego czasu nad brzeg studni i wołał „przebacz mi Brunchildo”. Wreszcie doczekał się odpowiedzi: „przebaczam ci Bogusławie Łysy”. Ucieszył się, ale też zdziwił, bo miał bujną czuprynę. Rano jednak obudził się bez jednego włosa na głowie. Legenda głosi, że czeka to każdego mężczyznę, który ma nieczyste sumienie, a zakrzyknie „przebacz mi Brunchildo” do zamkowej studni. To oczywiście tylko legenda, ale ja też krzyknąłem kilkanaście lat temu i… teraz trochę żałuję ;-) Zamek Dunajec skrywa też wielka tajemnicę, a być może i wielki skarb. Pod koniec XVIII wieku schronił się tu Sebastian Berzeviczi z Uminą i jej synem Antonio, który był potomkiem inkaskiego władcy Tupaka Amaru. Mieli tu przywieźć i ukryć trzecią część skarbu Inków. Umina zgineła zasztyletowana przez hiszpańskich szpiegów, a skarbu nie odnaleziono, choć tuż po drugiej wojnie światowej pod progiem zamku znaleziono kipu – pismo węzełkowe Inków, które miało wskazywać miejsce jego ukrycia. Ale może lepiej go nie szukać, bo ponoć ciąży nad nim klątwa. Wszyscy jego poszukiwacze ginęli w tajemniczych okolicznościach. Za to zamek można zwiedzać zupełnie bezpiecznie. Spotkanie autorskie z wrocławską pisarką odbędzie się 4 kwietnia o godz. w Księgarni Beta w Galerii Handlowej SKY TOWER przy ul. Powstańców Śląskich 95, we Wrocławiu. Wstęp wolny. Serdecznie zapraszamy zainteresowanych. Autorka będzie promować swoją najnowszą powieść Duchy Inków. Partnerem medialnym wydarzenia są Księgarnia BETA we Wrocławiu oraz Galeria Handlowa SKY TOWER Wrocław. Jolanta Maria Kaleta – od urodzenia wrocławianka, z wykształcenia historyk i politolog. Przez szereg lat pracowała we wrocławskich muzeach – Muzeum Sztuki Medalierskiej i Muzeum Historycznym. Uczyła we wrocławskich liceach historii i wiedzy o społeczeństwie. Miłośniczka górskich wędrówek, pieszych i rowerowych. Zauroczona pięknem Sudetów, zwłaszcza Karkonoszy, Gór Sowich, Stołowych i Rudaw Janowickich, zafascynowana rozrzuconymi miedzy nimi miasteczkami z ich bogatą przeszłością. Mężatka, jedyny syn już dorosły, miłośniczka zwierząt, zwłaszcza psów, które zawsze przewijają się przez jej dom. „Duchy Inków” to najnowsza powieść Jolanty Marii Kalety, biorąca za punkt wyjścia znaną legendę o inkaskim skarbie ukrytym na zamku w Niedzicy. Związana z nim legenda głosi, że ponad dwa wieki temu w jego lochach ukryto wywiezione z Peru złoto świątyni Coricanchy. Znalezione w 1946 roku pod kamiennym schodkiem inkaskie kipu gdzieś się zawieruszyło, poszukiwacze skarbów i służby specjalne nic nie znalazły i sprawa poszła w zapomnienie. Archeolodzy jednak bardzo dobrze znają tę sprawę. Od lat spędza ona również sen z powiek archeolożce z Wrocławia – Ince Złotnickiej, która wraz z synem, w wakacje przybywa na niedzicki zamek, by pomóc w pracach archeologicznych. Ma jednak w tym ukryty cel. Czy legendarną zagadkę pomoże odkryć jej tajemniczy i przystojny archeolog z Krakowa? Na ile Inka może się odsłonić i wyjawić rodzinne tajemnice? Dlaczego tajemnicami interesują się dwaj podejrzani turyści, którzy co rusz kręcą się wokół zamku i Inki? Czy duchy zmarłych Inków czuwają nad zamkiem, chroniąc jego tajemnicę przed dostaniem się w niepowołane ręce?